Walka z przymrozkami wiosennymi w Polsce powoli dobiega końca, co skłania do pierwszych podsumowań. W porównaniu z sezonem wegetacyjnym 2024, który w naszym regionie sadowniczym – Powiśle Lubelskie – charakteryzował się jeszcze wcześniejszym początkiem wegetacji niż rok 2025, a obecny sezon przyniósł także lepsze przezimowanie roślin, m.in. malin letnich. Mimo to ochrona antyprzymrozkowa okazała się równie istotna dla rentowności gospodarstw, co w poprzednich latach. Można wręcz powiedzieć, że dla wielu plantatorów była to sytuacja typu „walcz albo giń” – ponieważ dwa sezony z bardzo niskim zyskiem mogą doprowadzić każde gospodarstwo do upadku.
Wszystko zaczęło się już 15 marca, od okrycia malin letnich uprawianych bez osłon, które powoli rozpoczynały wegetację. Najpierw zastosowano pojedynczą warstwę agrowłókniny o gramaturze 23 g/m², a na początku kwietnia dołożono kolejną warstwę tego samego materiału. W międzyczasie sukcesywnie rozbudowywano i wzmacniano konstrukcję nośną, aby ograniczyć kontakt agrowłókniny z pędami, a zwłaszcza z pąkami.
Celem było nie tylko zmniejszenie ryzyka ocierania się agrowłókniny o pąki – co, jak pokazuje nasze doświadczenie, może prowadzić do ich uszkodzenia – ale również zapobieganie rozrywaniu agrowłókniny przez pędy. Problem ten jest szczególnie widoczny w przypadku polskiej odmiany Przehyba, która posiada liczne, ostre kolce. Odmiany szkockie, Glen Ample, Glen Mor i Glen Carron są w tym względzie znacznie mniej problematyczne, ponieważ są pozbawione kolców.
Okrywanie przyniosło szczególnie dobre efekty w przypadku odmian wcześniejszych, takich jak Glen Mor i Przehyba, które były najbardziej narażone na pierwsze spadki temperatur w marcu i kwietniu ze względu na wcześniejszy start wegetacji. Podobna sytuacja miała miejsce również w sezonie 2024, kiedy to te same odmiany, rozpoczynając wegetację bardzo wcześnie, były narażone na silne przymrozki i często ulegały uszkodzeniu nawet w 100%.
Najbardziej ciekawym momentem okresu okrywania malin agrowłókniną były dni od 3 do 7 kwietnia, kiedy to wystąpiły wyjątkowo niskie temperatury. W tym czasie ochrony wymagały już praktycznie wszystkie gatunki drzew i krzewów owocowych w Polsce. Niestety, dostępne narzędzia walki z przymrozkami były mocno ograniczone, ponieważ warunki bardziej przypominały zimę niż wiosnę. Niska temperatura, silny wiatr oraz opady deszczu, a miejscami nawet śniegu, znacznie utrudniały stosowanie zamgławiania, rozpalania ognisk, a także deszczowania.
Deszczowanie było szczególnie ryzykowne ze względu na bardzo niskie temperatury również w ciągu dnia. W wielu przypadkach wymagało ono działania nie tylko nocą, ale też do późnych godzin popołudniowych, aby podnieść temperaturę i rozpuścić lód z roślin. Plantatorzy, którzy zdecydowali się na zraszanie, najczęściej nie zaszkodzili roślinom, ale też nie osiągnęli wyraźnych korzyści – efekty były więc niejednoznaczne.

Zdjęcie wykonano 12 kwietnia o 12.40 w pobliskim sadzie wciąż przy włączonej deszczowni
W naszym gospodarstwie stanęliśmy wtedy przed trudną decyzją: rozpocząć ochronę malin jesiennych, których młode odrosty dopiero co ruszyły z gleby, i przykryć je agrowłókniną mimo bardzo trudnych warunków, narażając je jednocześnie na dużą presję chorób grzybowych ze względu na ciepło i wilgoć pod okryciem, czy też zrezygnować z ochrony. Ostatecznie wybraliśmy drugie rozwiązanie: zrezygnowaliśmy z okrywania i usunęliśmy pierwsze odrosty, a następnie przystąpiliśmy do intensywnej stymulacji systemu korzeniowego poprzez nawożenie mineralne i aplikację kwasów humusowych. Celem było jak najszybsze pobudzenie wzrostu nowych, silniejszych odrostów.
W nocy z 8 na 9 kwietnia, kiedy warunki atmosferyczne – szczególnie nocą – były bardziej przewidywalne, a jednocześnie pojawiła się kolejna groźba przymrozku, zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie aktywnej ochrony również plantacji malin letnich, które dotąd nie były zabezpieczone agrowłókniną. Do tej pory ograniczaliśmy się jedynie do aplikacji dokorzeniowej: boru, cynku, kwasów humusowych oraz biostymulatorów opartych na aminokwasach roślinnych, ekstrakcie z alg morskich i preparacie Asahi SL.
W naszej ocenie, zabiegi dolistne na tym etapie rozwojowym – przy niewykształconej jeszcze w pełni masie liściowej – byłyby mało skuteczne. Dlatego zdecydowaliśmy się skoncentrować na stymulacji roślin poprzez system korzeniowy, aby wspomóc ich kondycję i odporność na nadchodzące stresy termiczne.
Ochrona w nocy z 8 na 9 kwietnia opierała się na rozpalaniu ognisk składających się z drewna jabłoniowego oraz brykietu torfowego. W przypadku malin okrytych agrowłókniną, zdecydowaliśmy się dodatkowo na użycie świec grzewczych (podgrzewaczy), umieszczanych wewnątrz okrytych szpalerów.
W przypadku malin letnich nasze przygotowania do walki z wiosennymi przymrozkami zaczęły się już tak naprawdę w połowie sierpnia, kiedy aktywnie zaczynamy przygotowywać krzewy do spoczynku zimowego poprzez dokarmianie mineralne siarczanem potasu doglebowo oraz zabiegi dolistne oparte przede wszystkim na krzemie, potasie, borze, cynku, manganie i miedzi, nie zapominając jednocześnie o skutecznej ochronie przeciwko patogenom i szkodnikom. Ważną kwestią jest też ograniczenie praktycznie do zera nawożenia doglebowego azotem amidowym i amonowym, które ze względu na dłuższy czas przemian w glebie zanim staną się dostępne, mogłyby pobudzać zbyt długo pędy tegoroczne do wzrostu opóźniając wejście w spoczynek zimowy, z tego w względu w okresie kwitnienia i zbioru stosowany jest jedynie azot w formie azotanowej.
W naszym przypadku szczególne znaczenie zyskuje seria trzech zabiegów dolistnych z użyciem tlenochlorku miedzi w wysokich dawkach – wzorowane na praktykach szkółkarskich. Zabiegi te wywołują kontrolowany stres oksydacyjny, który pobudza rośliny do obrony poprzez zwiększenie aktywności enzymów syntezujących ligninę. Efektem jest przyspieszenie procesu drewnienia pędów i łagodniejsze wejście roślin w stan spoczynku zimowego – nawet przy niesprzyjających warunkach.
Dodatkowo wypracowaliśmy własne bardzo skuteczne rozwiązanie, które jeszcze dodatkowo hamuje wzrost pędów poprzez przycięcie ich wierzchołków kiedy osiągają wysokość około 2 metrów, dodatkową zaletą tego rozwiązania jest przeciwdziałanie tworzeniu się długich międzywęźli charakterystycznych dla wyrośniętych pędów, co skutkuje w efekcie końcowym mniejszą ilością pąków uśpionych w zachowanej strefie owocowania po ich wiosennym przycięciu. Już kolejny sezon z rzędu obserwujemy bardzo dobre rezultaty tego zabiegu, co potwierdza duże zagęszczenie pąków na wierzchołkach pędów.
W połowie kwietnia ze względu na dużą masę liściową wykształconą przez maliny letnie zakończyliśmy ochronę poprzez przykrywanie agrowłókniną, jednocześnie zaczynając przygotowania do okrywania maliny jesiennej, która w między czasie zdążyła rozwinąć nowe odrosty. W przypadku malin letnich gdzie nie są prowadzone doświadczenia związane z biostymulacją, z aplikacji dokorzeniowej tego typu preparatami, powoli przestawiliśmy się na aplikacją dolistną, wzmocnioną dodatkowo o nawozy zawierających bor i cynk oraz zależnie od danego momentu, nawozach NPK: 18-18-18+MgO, 12-12-36 i 13-40-13. Szczególnie ważny w tym okresie jest Potas, który obniża temperaturę zamarzania płynów komórkowych i utrudnia tworzenie się kryształków lodu. Bor wzmacnia ściany komórkowe, dzięki czemu są one bardziej elastyczne podczas zamarzania i rozmrażania, oraz wspiera przewodzenie cukrów i regenerację tkanek w strefach wzrostu, co przyspiesza odbudowę po przymrozkach. Z kolei cynk aktywuje system antyoksydacyjny usuwając reaktywne formy tlenu powstające przy stresie termicznym, stabilizuje białka i DNA oraz wspomaga syntezę hormonów wzrostu, dzięki czemu rośliny lepiej znoszą nagłe spadki temperatur.
Noce z 26 na 27 oraz z 27 na 28 kwietnia przyniosły kolejne spadki temperatur. Maliny jesienne były w tym czasie chronione jedną warstwą agrowłókniny o gramaturze 23 g/m². Agrowłóknina o szerokości 1.20-1.60 m w tym okresie była jeszcze wystarczająca, jednak w przypadku przymrozków które wystąpiły zaledwie kilkanaście dni później optymalnie było posiadać włókninę szerszą np. 6.35 m, ze względu na wielkość krzewów malin i ewentualną możliwość dołożenia drugiej warstwy włókniny. W przypadku malin letnich oraz jabłoni zdecydowaliśmy się na zastosowanie ochrony poprzez zraszanie.
W malinach letnich użyliśmy zraszaczy typu Flipper, które ze względu na mniejszą wydajność i stosunkowo łatwy montaż na dostępnej konstrukcji w naszych uprawach.
W przypadku jabłoni, w zależności od stanowiska, zastosowaliśmy trzy typy zraszaczy marki Rivulis. Podstawowymi były Flippery oraz NaanDanJain 233 PC 4,5 z możliwością regulacji promienia zraszania (tzw. sektorowe). Są to najczęściej wykorzystywane rozwiązania w sadach w Polsce. Ostatnimi zastosowanymi zraszaczami w ramach testów na małej powierzchni były zraszacze Super XL, które podobnie jak dwa wcześniej wymienione rozwiązania, spełniły swoje zadanie. Jedynym aktualnie naszym zastrzeżeniem do tego modelu zraszaczy jest ich stosunkowo wolny obrót.
Ciekawą obserwacją z lotów dronem nad zraszanymi sadami innych gospodarstw była kwestia utrzymania odpowiedniego ciśnienia oraz ilości wody w systemach zraszających – co, jak się okazuje, nie wszystkim się udaje. Jedna kwestia to dobranie odpowieniej ilości zraszaczy, długości i średnicy rur doprowadzających wodę, a także samej pompy, która oczywiście jest kluczowa, a inną kwestią czy niektórzy „nie strzelają sobie sami w stopę”, ustawiając zraszacze w zbyt bliskiej rozstawie ze względu na elimację tzw. martwych pól jednocześnie obniżajając maksymalny promień zraszania w przypadku, kiedy instalacja nie jest wystarczająca wydajna, co skutkuje większymi martwymi polami i niższą efektywnością deszczowni, niż w przypadku rozstawy na granicy z zapasem około 2-4 m w stosunku do maksymalnych zakresów promienia zraszania. Często więc można odnieść wrażenie, że duża ilość zraszaczy nie działa w pełni swojego potencjału.
W przypadku zraszaczy Flipper, bardzo wyraźnie uwidatnia się potrzeba odpowiedniej filtracji wody z zanieczyszczeń fizycznych, w naszym przypadku wykorzystujemy rozwiązania również marki Rivulis w postaci filtrów dyskowych, a dokładniej modele F7000 i F7050. Należy również mieć na uwadze, że każde pozostałości plastiku pochodzącego z montażu instalacji, jeśli nie zostaną wypłukane z pewnością prędzej czy póżniej spowodują zapchanie zraszaczy. Z tego względu dobrą praktyką z naszego doświadczenia wydaje się przy montażu zostawienie lekko dłuższych przewodów dostarczających wodę z rury głównej do Flippera, co nawet podczas działania deszczowni daje nam możliwość na chwile zagięcia przewodu i przeczyszczenia zraszacza lub co wydaje się wygodniejsze szybka wymiana zraszacza. W praktyce, przy minimalnym koszcie, mając w zapasie dosłownie kilka–kilkanaście Flipperów, możemy błyskawicznie wymienić zapchane zraszacze w polu, a dopiero później, na spokojnie, wyczyścić je w gospodarstwie. To rozwiązanie sprawdza się u nas najlepiej i niestety oba sposoby naprawy zraszaczy zostały już wielokrotnie przez nas przetestowane. Jeśli zraszamy bardzo duże obszary, a chcemy szybko weryfikować poprawne działanie instalacji, optymalnym wyjściem jest posiadania drona wyposażonego w kamerę termowizyjną np. DJI Mavic 3 Thermal lub przynajmniej latarek o bardzo dużym zasięgu.
Począwszy od nocy z 6 maja, nad Polskę napłynęło kolejne ochłodzenie, które postawiło wszystkich w stan pełnej gotowości. W rejonie naszego gospodarstwa przymrozki występowały w nocy z 6 na 7, 7 na 8, 8 na 9 oraz z 12 na 13 maja. Niestety, w wielu innych regionach kraju częstotliwość spadków temperatury była jeszcze większa i zagrożenie przymrozków odnotowywano nawet do 18 maja, co kosztowało wiele nieprzespanych nocy, również nas.
Sezon 2025 można bez wątpienia uznać za wyjątkowo trudny pod względem występowania przymrozków. Szczególnie istotne okazało się posiadanie systemów ochrony, które można uruchomić natychmiast, przysłowiowym „naciśnięciem przycisku”, bez konieczności codziennych, czasochłonnych przygotowań.
Pogoda w tym sezonie potrafiła zaskakiwać – nawet na stanowiskach oddalonych od siebie o zaledwie kilometr panowały zupełnie odmienne warunki. W jednym miejscu zachmurzenie opóźniało wystąpienie przymrozku do godzin 2–3 w nocy, podczas gdy w innym, przy bezchmurnym niebie, temperatura poniżej 0 spadała już przed północą, potem chwilowo rosła i ponownie gwałtownie się obniżała.
Sytuacje takie pokazują, jak bardzo potrzebne są lokalne modele pogodowe, dostarczające dokładnych prognoz dla konkretnego obszaru. Na ich skuteczne wdrożenie prawdopodobnie będziemy musieli jeszcze poczekać. Do tego czasu niezwykle pomocne okazuje się posiadanie stacji pogodowych lub przynajmniej czujników mierzących temperaturę i wilgotność powietrza – najlepiej wraz z tzw. mokrym termometrem, który dostarcza dodatkowych danych pomocnych w określeniu momentu uruchomienia instalacji zraszania. Dostęp do danych pomiarowych powinien być zdalny – przez aplikację na smartfonie – co znacząco oszczędza czas i energię, eliminując konieczność częstego wychodzenia na zewnątrz.
W przypadku instalacji opartych na pompach spalinowych, które bywają zawodne, zasadne jest posiadanie przynajmniej jednej pompy zapasowej. Natomiast w systemach z pompami głębinowymi warto rozważyć zakup agregatu prądotwórczego – w sytuacji lokalnego przeciążenia sieci energetycznej ryzyko przerwy w dostawie prądu może okazać się bardzo realne.
Co zdecydowanie nas najbardziej cieszy to opracowanie skutecznej ochrony antyprzymrozkowej w uprawie malin letnich. Jeśli tylko mamy odpowiednio rozbudowaną konstrukcję na początkowym etapie wegetacji powinniśmy się skupić na okryciu rzędów podwójną warstwą agrowłókniny 23 g/m², kiedy tylko warunki pozwolą powinniśmy przestawić się na ochronę przy pomocy zraszaczy Flipper. Ciekawym faktem jest, że byliśmy stosunkowo mocno zniechęcani zarówno do okrywania agrowłókniną malin w uprawie bez osłon, ale również do deszczownia. Maliny przetrwały łącznie 6 nocy deszczowania, gdzie nie odnotowaliśmy wyłamanych rozgałęzień, a jedynym zmartwieniem było odpowiednie zabezpieczenie systemu korzeniowego przed chorobami odglebowymi ze względu na dużą ilość wody dostarczonej do gleby, co jak potem się okazało było niczym w porównaniu, do ilości opadów jakie spadły pod koniec drugiego tygodnia maja.
Praca jednak nie kończy się nigdy. Po okresie wzmożonej ochrony antyprzymrozkowej oraz niesprzyjających warunkach do prowadzenia innych działań – w tym nawożenia doglebowego i ochrony – pozostaje wiele do nadrobienia. Dotyczy to zwłaszcza upraw korzystających z deszczowni, gdzie składniki pokarmowe były wypłukiwane w głąb profilu glebowego. Sytuacji nie poprawia fakt wystąpienia wcześniej wspomnianych dużych opadów deszczu i chłodu.
Pozostaje mieć nadzieję, że po obecnym załamaniu pogody – niższych temperaturach, silnym wietrze i opadach deszczu, które rozpoczęły się 14 maja i mają potrwać co najmniej kilka dni – nastąpi powrót do słonecznej i stabilnej aury.
PS. Planując ochronę antyprzymrozkową pamiętajmy o Prawie Murphy’ego – „Wszystko co może pójść nie tak, pójdzie nie tak”