Jak co roku natura przypomina nam o swoim pięknie, ale również o swojej destrukcyjnej sile.
Choć podsumowania ochrony antyprzymrozkowej w Polsce zwykle przygotowuje się dopiero pod koniec maja, w tym sezonie już pod koniec kwietnia w wielu sadach znaliśmy realny potencjał plonowania. A właściwie skalę strat, które zostały zdeterminowane przez silny stres abiotyczny jakim były spadki temperatury poniżej 0 °C.
Z dużą dozą pewności można stwierdzić, że pod względem zasięgu występowania przymrozków, które objęły praktycznie wszystkie główne regiony upraw sadowniczych w Polsce, oraz pod względem ich intensywności, mamy do czynienia z jedną z największych katastrof w polskim sadownictwie w ciągu ostatnich dekad.
Niskie temperatury, niezależnie od fazy rozwojowej roślin, z niszczycielską siłą uszkadzały wiele gatunków drzew i krzewów owocowych, a Skutki tego zjawiska będą z pewnością widoczne w kondycji finansowej wielu gospodarstw.
Z perspektywy naszego gospodarstwa oraz obserwacji z Powiśla, jednego z największych zagłębi sadowniczych w Polsce podobnie jak w poprzednim roku, nasuwa się kilka ważnych wniosków. Pierwszy i najważniejszy, w planowaniu inwestycji systemy ochrony antyprzymrozkowej powinny być traktowane priorytetowo. Jeden sezon gospodarstwo jest w stanie utrzymać rentowność bez nowego ciągnika, opryskiwacza czy kolejnej maszyny. Znacznie trudniej utrzymać ją w sytuacji, gdy straty w plonie sięgają 80–100%. Taką drogę wybrało wielu sadowników z naszego regionu, inwestując przede wszystkim w zraszanie nadkoronowe. W przypadku Powiśla Lubelskiego duże znaczenie mają naturalne predyspozycje lokalizacji, w tym relatywnie łatwa dostępność do wody, która umożliwia budowanie skutecznych systemów ochrony.
Drugim kluczowym elementem jest odpowiednia baza pomiarowa. W warunkach przymrozkowych zwykły termometr często nie daje pełnego obrazu sytuacji. W tym sezonie podczas kilku nocy z przymrozkami powtarzał się scenariusz, w którym temperatura na standardowym czujniku wynosiła jeszcze około +4°C, podczas gdy wskazania mokrego termometru były już poniżej 0°C. Było to spodowane trwająca od ponad dwóch miesięcy suszą, które jest kolejnym stresem abiotycznym osłabiającym już i tak często słabszą kondycję roślin po zimie z spadkami temperatur do -30 °C.
To szczegół, który w praktyce decyduje o skuteczności ochrony. A jednocześnie bardzo zdradliwa sytuacja, ponieważ w warunkach kiedy wilgotność jest umiarkowana temperatura zblizająć się do 0 °C zazwyczaj wyrównuje się z temperaturą na mokrym termometrze ze względu na wzrost wilgotności do ponad 90%, co nie miało miejsca w przypadku tego sezonu.
Zbyt późne uruchomienie deszczowni oznacza brak odpowiednio wcześnie zbudowanego potencjału energetycznego wynikającego z procesu zamarzania wody. Przy spadkach temperatur do poziomu -1°C czy -3°C taki zazwyczaj nie będzie mieć dramatycznych konsekwencji. Przy spadkach sięgających nawet -10°C przy gruncie margines bezpieczeństwa praktycznie przestaje istnieć. Skutki tych błędnych decyzji obserwujemy w całej w Polsce, często spłycając temat efektywności systemów zraszania antyprzymrozkowego do prostego ale przecież nie wystarczyły, nikt jednak nie podaje informacji czy na pewno ich potencjał został w pełni wykorzystany.
Trzecia kwestia to jakość i dobór pomp wysokociśnieniowych. Pompy spalinowe cieszą się dużą popularnością, szczególnie tam, gdzie wysoki poziom lustra wody w studniach pozwala na ich efektywne wykorzystanie. Jednak praktyka pokazuje, że same parametry techniczne na papierze nie wystarczają.
Nie każda pompa, która teoretycznie spełnia wymagania instalacji, sprawdza się w realnych warunkach wielogodzinnej pracy pod dużym obciążeniem. Zdarzały się sytuacje awarii, nadmiernych wibracji, a nawet problemów mechanicznych podczas pracy. O kuriozalnych awarii tych pomp słyszymy coraz więcej tak naprawdę po każdym kolejnym przymrozku.
Dlatego przy projektowaniu systemu zraszania warto zostawić odpowiedni zapas wydajności. Nie po to, aby system dobrze wyglądał w kalkulacji, ale po to, aby pompa mogła pracować w optymalnych warunkach, a instalacja utrzymywała stabilne ciśnienie. Z naszych obserwacji wynika, że odpowiednie ciśnienie wpływa nie tylko na wydajność zraszaczy, ale również na jakość i szybkość ich pracy. W nocy przymrozkowej, gdy liczy się każda minuta, są to elementy krytyczne.
Czwarty wniosek dotyczy opóźniania wegetacji. Wydaje się, że w sezonach takich jak obecny opóźnianie startu wegetacji może nieść ogromne korzyści, szczególnie w przypadku malin odmian floricane, ale również innych gatunków sadowniczych. Im dalej rośliny znajdują się w rozwoju, tym trudniej skutecznie chronić je przed uszkodzeniami przymrozkowymi. Wczesna wegetacja oznacza także większe ryzyko wejścia w okres największej wrażliwości w czasie, gdy warunki pogodowe są wyjątkowo niestabilne. Dodatkowym utrudnieniem są silne porywy wiatru, a w skrajnych przypadkach również opady śniegu, które towarzyszyły spadkom temperatur w poprzednim sezonie.
Ten rok po raz kolejny pokazuje, że ochrona antyprzymrozkowa nie jest dodatkiem do produkcji. Jest jednym z fundamentów zarządzania ryzykiem w nowoczesnym sadownictwie.
Nie ma jednej technologii, która rozwiąże wszystkie problemy. Są jednak decyzje, które znacząco zwiększają szanse gospodarstwa na przetrwanie sezonów ekstremalnych: właściwe inwestycje, precyzyjny pomiar, dobrze zaprojektowany system, sprawdzony sprzęt i decyzje podejmowane na podstawie danych, a nie tylko intuicji.
Podsumowując, systemy zraszania antyprzymrozkowego oceniamy nadal bardzo pozytywnie zarówno w naszym gospodarstwie jak i innych w naszej lokalizacji, jednak z zastrzeżeniem, że byliśmy również świadkami gdzie zbyt lekceważące podejście w kontekście opóźniania włączania deszczowni skutkowało efektem odwrotnym do zamierzonego więc stratą nie tylko plonu ale również uszkodzenia masy liściowej. Kolejny rok w naszym gospodarstwie świetnie sprawdziły się zraszacze Rivulis 233B, Flipper i Super XL, chodź podczas ostatniego przymrozku zaczeliśmy również testować stosunkowe nowe rozwiązania od Netafim, a dokładnie Pulsar x Stripnet X i Pulsar x Gyronet SR, które wydają się z wstępnym obserwacji bardzo ciekawym rozwiązaniem konstrukcyjnym i zapewne będziemy testować je w dalszych sezonach.
Jestem również pewny co do rozbudowy bazy pomiarowej temperatury i wilgotności powietrza, technologia jest już wybrana i mam nadzieję, że również w następnym sezonie podzielę się efektami mojej pracy. Ponadto przy kontrolowaniu po kilka deszczowni na pojedyncze gospodarstwo kilka nocy z rzędu, jestem pewny co do zasadności potrzeby kontroli z poziomu mobilnego działania samych systemów, z tego względu zapewne dla każdej pompy zostaje przypisany czujnik ciśnienia co znaczenie oszczędzi zasoby potrzebne do kontroli pracy pomp, a jednocześnie przyspieszy czas potencjalnej reakcji na awarię.
Przed polskim sadownictwem trudne miesiące, ale również czas na wyciągnięcie wniosków, a wszystko wskazuje, że w sadownictwie coraz częściej nie wygrywa ten, kto ma najwięcej hektarów, ale ten, kto najlepiej zarządza ryzykiem i kosztami produkcji.